Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych oraz w celu dostosowania serwisu do indywidualnych potrzeb osób odwiedzających.
Zmiany ustawień dotyczących plików cookie można dokonać w dowolnej chwili modyfikując ustawienia przeglądarki.
Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.
Zamknij

Jedności I Winiszka


Wiele ulic ma swą interesująca historię. Wiele ulic ma swą wspaniałą przeszłość (część z nich ma ową wspaniała przeszłość już za sobą), ongiś świetną przeszłość miała ulica Jedności. Ta kiedyś ważna arteria miejska arteria komunikacyjna, zaczynała się jeszcze w średniowieczu tuż przy dawnej bramie miejskiej (Górnej) wiodąc aż do Berlina.

Dzisiejszy początek przebiegu ulicy to Plac Pocztowy, tak ważne dla historii miasta miejsce albowiem to właśnie tędy przebiegała XVIII wieczna trasa Pruskiej Poczty Królewskiej, wiodącej z samego Berlina aż do Wrocławia jednej z trzech stolic Prus (trzecią był Królewiec).
Początek dzisiejszego przebiegu ulicy przypomina o historii średniowiecznej zabudowy miasta, ulica ta nie jest prosta, a to z prostej przyczyny – przebiega ona tuż przy dawnych murach miejskich (zapewne nad dawną fosą). Przy ty właśnie odcinku ulicy znajdują się imponujące budynki sądów, a także domy mieszkalne bardzo ważne dla historii miasta,  W jednym z nich (obecna siedziba Biur Notarialnych) przez wiele lat zamieszkiwał ród Levyssonów, tak bardzo zasłużonych dla rozwoju Gruenburga wydawców, przemysłowców i filantropów.

Dalej wchodzimy na trójkątny plac będący prapoczątkiem dawnego Traktu Berlińskiego. Sam plac starsi zielonogórzanie pamiętają jako miejsce, gdzie znajdowała się onegdaj pierwsza w mieście stacja benzynowa (działająca jeszcze do lat 60-tych) inni zapewne dobrze pamiętają ten plac, jako miejsce gdzie znajdowała się słynna mordownia „Karmazyn”, jeszcze inni (w tym i ja) jako miejsce gdzie u prywaciarza można było nabyć to co 10-latkowi najbardziej potrzebne od kapiszonów, aż po pierwsze skarby płytoteki – pocztówki dźwiękowe z nagraniami Beatelsów, ale także Rolling Stonsów. Tam nabyłem swą pierwszą prawdziwą „szwedkę” (krótką nieprzewiewną kurtkę z papuziokolorowymi ściągaczami). Dziś te placyk wygląda zupełnie inaczej. Wspaniałe, granitowe, imponujące swym rozmiarem i dostojeństwem chody wiodące na dziki ongiś Plac Słowiański (gdzie strach było przejść, albowiem tubylcy nie należeli do najspokojniejszych). Uroczy skwerek z winiarką (czy „babą z gankami”jak woli Pan Zdzisław Piotrowski twierdzący, iż w prawie amforopodobnych naczyniach owa niewiasta dźwiga nie napój Bogów, a prostacki smalec) to miejsce przyciągające nie tylko oko, ale także obiektyw aparatu fotogtaficznego.

Część zachowanych budynków na placu zachowała swój smak wspaniałe bogate zdobienia stanowią o secesyjnej historii tej ulicy. Świadczą o biegłości miejscowych, ale także Berlińskich architektów, którzy odcisnęli swe piętno na architekturze naszego miasta.

Jeżeli spojrzymy w dół, w ulicę Kasprowicza, część z starszych mieszkańców Zielonej Góry, zapewne przypomni sobie działającą przez kilka dobrych lat winiarnię, gdzie można było się napić trunków w Zielonej Górze produkowanych (Laur, Monte Verde) lub choć rozlewanych Cabernet, Gellala Fatima). Patrząc dalej alej w dół ulicy ujrzymy ceglany budynek gdzie przez wiele lat mieściła się Straż Pożarna. Na miejscu dzisiejszych pasaży handlowych Meteor na miejscu dawnego Targowiska i Dworca PKS funkcjonowało „Małe Zakopane” kilkadziesiąt drewnianych wybudowanych w stylu góralskim pawiloników, gdzie „sektor prywatny” zabezpieczał potrzeby odzieżowe, z którymi sektor uspołeczniony jakoś rady nie mógł sobie dać.